Odkąd władze Stanów Zjednoczonych zaczęły zmasowane kontrole branży kryptowalutowej, przedstawiciele wielu firm usłyszeli poważne zarzuty. Byliśmy też świadkami spektakularnego upadku giełdy FTX, której przewodził Sam Bankman-Fried. Teraz wszystkie oczy skierowały się w stronę największej na świecie giełdy kryptowalut, Binance. Firma mierzy się z kolejnymi oskarżeniami w tym o pranie brudnych pieniędzy czy korupcję.
Problemy giełdy nie tylko w USA
Przez kilka ostatnich miesięcy zarząd firmy toczy batalię na kolejnym froncie. Tym razem z władzami Nigerii, które bardzo sceptycznie podchodzą do kryptowalut. Rząd Nigerii widzi w nich jeden z głównych powodów, przez który Naira, waluta filiacyjna tego kraju przechodzi kryzys. Chcąc załagodzić konflikt i nawiązać dialog, 25 lutego Binance na zaproszenie lokalnych władz wysłało do Nigerii dyrektora wykonawczego Tigrana Gambaryana i dyrektora na Afrykę Zachodnią i Wschodnią Nadeema Anjarwalla. Na miejscu wbrew wcześniejszym zapewnieniom o chęci rozmowy, bez uprzedzenia obu panów aresztowano. Anjarwalla zdołał zbiec i opuścić granice kraju.


Teraz jak informują lokalne media pojawiają się nowe informacje analizowane w raporcie firmy konsultingowej SBM Intelligence w sprawie podejrzenia o oferowanie łapówek wysokim rangą urzędnikom nigeryjskim, w celu uzyskania korzystnych regulacji dla giełdy Binance na terenie tego kraju. Firma stanowczo zaprzecza oskarżeniom o korupcję i odbija piłeczkę, stawiając własne zarzuty nigeryjskim urzędnikom, twierdząc, że to oni wymuszali płacenie za przychylność.
SBM Intelligence ostrzega, że takie niepewności mogą mieć długotrwałe negatywne skutki dla wizerunku kraju jako potencjalnego partnera biznesowego. Z drugiej strony cała ta sytuacja jest również poważnym zagrożeniem dla reputacji Binance i ma kluczowe znaczenie dla całego sektora. Jeżeli oskarżenia okażą się prawdą, mogą one zaszkodzić nie tylko giełdzie, ale też całej branży krypto.
Binance korumpowało nigeryjskich urzędników?
Jeśli oskarżenia o łapówkarstwo przeciwko Binance okażą się prawdziwe, firma może stanąć w obliczu szeregu dotkliwych konsekwencji prawnych.
Po pierwsze, Binance może zostać oskarżone o naruszanie przepisów o przeciwdziałaniu korupcji, takich jak U.S. The Foreign Corrupt Practices Act of 1977 (FCPA) lub podobnych regulacji w innych krajach, które prawnie zabraniają firmom płacenia lub oferowania czegokolwiek wartościowego w zamian za nieuczciwą przewagę biznesową. Z całą pewnością byłby to kolejny silny argument dla amerykańskiego SEC, które jest w trakcie śledztwa przeciwko Binance.
Po drugie, na giełdę mogą spaść grzywny i sankcje, sięgające nawet dziesiątek milionów dolarów. W zależności od wielkości naruszenia i lokalnego prawa. Te kary mogą zostać nałożone zarówno przez organy regulacyjne jak i jednocześnie organy ścigania. To mogłoby mieć druzgocący wpływ na płynność firmy a tym samym jej stabilność na rynku.
Po trzecie, odpowiedzialność prawna może rozciągać się także na osoby fizyczne zaangażowane niebezpośrednio w akty korupcji. W takiej sytuacji, do odpowiedzialności karnej pociągnięci zostaną członkowie zarządu, pracownicy, a nawet pośrednicy.
Poza tym firma może napotkać na trudności w dostępie do nowych rynków finansowych. Niewykluczone są również surowe restrykcje w działalności bieżącej, a także trwałe uszczerbki na reputacji. To znacząco wpłynęłoby na zaufanie inwestorów i użytkowników platformy. W najgorszym scenariuszu firma może stracić licencje, co poskutkowałoby zmuszeniem Binance do zaprzestania oficjalnej działalności w niektórych krajach.
Musimy pamiętać, że spekulacje na temat możliwych konsekwencji są domysłami do czasu, aż wyjaśni się, czy firma rzeczywiście łamała prawo. Binance stanowczo zaprzecza oskarżeniom o korupcję i walczy o swoje dobre imię. Szybkie i sprawiedliwe zażegnanie konfliktu jest kluczowe dla interesu i przyszłego rozwoju kraju, który już i tak nie słynie z miejsca, w którym prawo jest należycie respektowane. Niestety na tę chwilę, cała sytuacja rysuje się dość kuriozalnie.
